''Pierdolnij mnie w głowę wełnianym młotkiem''

2011-12-29 00:45:53

Grudzień już prawie za nami, sylwestrowe plany sprowadzały się do kupienia wódy i zajścia na wioskową świetlice wcześniej uiszczając wpisowe.... i i tak huj z tego wyszło. Pewnie będe spał, w najlepszym wypadku skumam się z kimś typu Wojtek albo Wojtek albo Tomek i będziemy ładować alkochol w ilościach nadmiernych.
Ostatnie miesiące z jednej strony przyniosły regres związany z moją prezencją, moim nastawieniem względem płci przeciwnej, właściwie moge odpowiedzieć na pytanie typu: jak tam kobiety? słowami: Kobiety? Coś tam było kiedyś o nich na biologi - Przynajmniej pompa będzie, i to do tego w strikte moim stylu. A no i przytyłem chyba z siedem kilo, obecnie mam jakieś 104 na skali, ludzie którzy mnie kojarza z przed kilku miesięcy kwitują zmiany krótko "ale się kurwa spasłeś" - fakt "sie spasłem kurwa".
No ale są i progresywne aspekty mego marnego żywota. Interesy w minionym sezonie poszły tak "że ja pierdole". Sezon okazał się rekordowym pod wieloma względami, musze oddać sobie samemu szacunek - dobrze to wszystko "rozpierdoliłem". Oby tak dalej - jestem w udeżeniu.
Prucz regresów i progresów zdarzyło się też kilka rzeczy toważyszących. Pare dobrych najebek z Wojtkiem, pijackich powrotów samochodem do domu(rekord to sophia pół słodka 0,75l + cztery piwa 0,5l + dwa szybkie redbule "by złapać oddech"), wypad z drugim Wojtkiem do Amsterdamu na weekend w celach "kulinarnych", kilka schadzek z M.(dwie to też kilka). No ale chyba najbardziej zapamiętam pewną listopadową chyba albo już grudniową noc… Z ojcem mojej eks wyjebaliśmy po litrze wódy na głowę, oczywiście musieliśmy obgadać „genezę destrukcji” i nie obyło się bez moich naturalistycznych  opowiadań na temat kilku cielesnych ekscesów z jego córką. Facet obudził się rano w moim łóżku, ja u rodziców w pokoju na sofie nago, mieliśmy dobry pocisk z tej całej hiper nie naturalnej, przeczącej wszelkim zasadą społecznym sytuacji…

skomentuj (1)
Strona główna